niedziela, 15 września 2013

Rozdział 6: Jestem gotowy poświęcić wszystko żeby być z tobą

Śni się coś pięknego, ale niestety nie pamiętam co gdyż budząc się spojrzałam w okno. No trudno może przypomni mi się w ciągu dnia. Dnia w którym miało się spełnić jedno z moich marzeń.
- Daria szybko bo się spóźnimy
- Już, już tylko jeszcze błyszczyk nałożę.
- Nie musisz już przecież wyglądasz wspaniale.
Mówiąc to Filip pociągnął mnie za rękę i poprowadził w stronę samochodu nie dając mi dokończyć malowania ust. Ale nic straconego zawsze mam lusterko w torebce wiec mogłam dokończyć to co zaczęłam będąc już w samochodzie.
- No nie, przecież mówiłem że nie musisz się malować bo i tak jesteś ładna a ty jak zawsze musisz postawić na swoim, uparciuch
- No i dobrze, muszę skończyć to co zaczęłam, nie pokaże się z pomalowaną połową ust.
 - To nie możesz po prostu zmazać tą pomalowaną połowę?
- Nie, bo nie mam nic do demakijażu.
- Ja ci mogę chętnie pomóc to zmazać.
- Ciekawe jak?
- A o tak.

I w tym momencie zbliżył swoje usta do moich. Rozpłynęłam się. Chciałam aby ta chwila trwała wiecznie. Ale nie mogła zaraz go odepchnęłam.
- Co ty sobie nie myślisz?
- Daria ale ty mi się strasznie podobasz.
- Ale to nie wypali wiesz ile kilometrów jest między nami na codzień, 878 km, to strasznie dużo ja się nie nadaje do związków na odległość nie jestem jeszcze na takie coś gotowa.
- Ja wiem, że żyjemy bardzo daleko od siebie i bycie ze sobą na odległość jest ciężkie ale ja jestem na to gotowy, jestem gotowy poświęcić wszystko żeby być z tobą, nawet te 878 km z dala od ciebie.
- Muszę to przemyśleć.
Po pół godzinie dojechaliśmy do Dortmundu. Staliśmy w strasznie długiej kolejce i chyba po godzinie zostaliśmy wpuszczeni na stadion. Razem z Filipem zrobiliśmy sobie obowiązkowo sweet focie :D W końcu mecz się zaczął, od pierwszej minuty na boisku górowali piłkarze Borussi. Marco Reus jak zawsze świetnie grał i już w 15 min strzelił gola na 1-0 dla gospodarzy. Cieszyłam się jak małe dziecko, wtedy z głośników usłyszałam słowa: "Ten gol Marco dedykuje pięknej nieznajomej z lotniska i przekazuje, że jego telefon ma się dobrze". Łukasz popatrzył się na mnie wymownie, a ja nie mogłam uwierzyć w to co słyszałam, Marco zadedykował tego gola mi choć w ogóle mnie nie zna, to było najwspanialsze uczucie w moim życiu.
Filip popatrzył na mnie i Łukasza, i zapytał się o co chodzi, że się tak dziwnie patrzymy na siebie, i że ja pobladłam.
- Wytłumaczę Ci to później, teraz jest za głośno.
- Ok.
Mecz się skończył, gdy wychodziliśmy zostałam zatrzymana przez policjanta, który kazał mi poczekać chwilę. Wystraszona nie wiedziałam co się dzieje, ze strachu nie rozumiałam nic co mi mówiono choć znałam niemiecki bardzo dobrze. Na szczęście miałam ze sobą Łukasz i Filipa, którzy zachowali zimną krew i wszystko mi tłumaczyli. Po pewnym czasie podszedł do nas jakiś facet w garniturze z obstawą policji, i poprosił abyśmy poszli za nim.
- Co się dzieje? – zapytałam chłopaków po Polsku
- Nie mam pojęcia, ale wygląda to dziwnie.

- Ja też mam złe przeczucia.

Mam nadzieję, że się wam podobało. Jak tylko odzyskam internet dodam kolejny rozdział :)
CZYTASZ = KOMENTUJESZ <3

niedziela, 8 września 2013

Rozdział 5: Jak mogłam go nie rozpoznać..

..., a on znienacka wziął i mnie mocno przytulił, później się uśmiechnął tak jak wtedy gdy widziałam go pierwszy raz, i poszedł. Nie będę go widzieć do października. Usiadłam w kuchni z Lucyna i gadając jadłyśmy arbuza.
- No przyznaj się wiem, że Filip Ci się podoba.
- No jest fajnym i normalnym chłopakiem z którym idzie normalnie pogadać.
- Widać, że was ciągnie do siebie.
- Ja tego nie widzę, a po za tym słyszałaś jego motto 'keine mädschen'?
- Ile razy ja już takie motta słyszałam, a za chwile już był szczęśliwie zakochany w jakiejś dziewczynie.
- Dobra koniec gadania i objadania się na noc, idziemy spać.
- No okey.

Położyłam się spać, ale długo n ie mogłam zasnąć, myślałam o wszystkim co mnie tu spotkał, a głównie o czasie spędzonym z Filipem. Nagle pod okno przyszli czterej Niemcy i zaczęli sobie gadać o polityce, zanim się rozeszli minęło dobre pół godziny, no i później w końcu zasnęłam. O 9 wytargali mnie z łóżka, zjedliśmy śniadanie, spakowaliśmy się, Lucyna sprzątała w domu. Kolo 11 przyjechał dziadek z babcia, po obiedzie pojechaliśmy do Bad Rotenfelde na lody, a później szliśmy zobaczyć tężnie i park różany. W drodze do domu podziwialiśmy górskie krajobrazy. W domu u Lucyny wypiliśmy kawę i zaczęliśmy się pakować do wyjazdu, ciągle miałam nadzieje, że może Filip się pojawi aby na chwile, ale niestety nie przyszedł. Nadszedł czas pożegnania, gdybym tylko mogła zostałabym tu na zawsze, ale nie mogłam, musiałam jechać. Żegnając się z Lucyna oby dwie się popłakałyśmy, nie umiałam się opanować. W drodze do wujków u których mieliśmy się zatrzymać na następne 3 dni, ciągle po policzkach spływały mi łzy. Tak bardzo chciałam wrócić do Lucyny i Łukasza. 
Następne 3 dni były dla mnie straszną udręką choć wujostwo bardzo się starało urozmaicić nam czas. Wreszcie nadszedł czas powrotu do Polski co oznaczało, że będę jeszcze dalej tych których pokochałam w zaledwie tydzień.
Wróciłam do Polski, przeprowadziłam się do babci i zaczęłam całkiem nowie życie, ale utrzymywałam kontakt z rodziną Ptaszków, u których spędziłam najlepszy czas :D
W końcu nadszedł październik, upragniony październik.
Dziś jest 18 dzień 10 miesiąca i to dziś lecę z bratem do Dortmundu skąd odbierze nas Łukasz i pojedziemy do nich. Mama już od początku miesiąca jest w Niemczech.
-Czeeeeść- biegłam z krzykiem przez pół lotniska przypadkowo potrącając jakiegoś blondyna, któremu wypadł telefon
- Oh, przepraszam bardzo, pomoge Ci. - przeprosiłam go po Niemiecku i pomogłam pozbierać mu telefon.
- Dziękuję bardzo  śliczna Nieznajoma. 
Odwróciłam się do niego i pobiegłam dalej do Lucyny i Łukasza, którzy stali z otwartymi ustami i gapili się na mnie.
- Coś ze mną nie tak, że się tak gapicie?
- Eeee no chyba tak
- Nie rozumiem?
- No, wiesz kto to był?
- Ale kto?
- No ten blondyn, którego potrąciłaś i pomogłaś mu pozbierać telefon.
- Nie.
Łukasz nie wytrzymał i powiedział: - To był Marco Reus!
- Jaja se ze mnie robicie no nie?
- Nie..
- Nosz kurde :(
Troche się wkurzyłam sama na siebie, jak mogłam go nie rozpoznać.. ehh, no trudno. Dojechaliśmy do Früchtorf'u. Rozpakowaliśmy się z Pawłem, później on oglądał tv, a ja piłam kawke z Lucyna i przeżywałam to co się dziś stało, byłam wściekła na siebie. Nagle ktoś zadzwonił do drzwi.
- Daria idź otwórz.
- Ale mi się nie chce.
- No idź!
- No dobra, dobra, nie krzycz.
Nacisnęłam domofon i otworzyłam drzwi z holu aby widzieć kto przyszedł. Moim oczom ukazał się ON, ten sam przystojny brunet którego poznałam prawie dwa miesiące temu, ten sam którego zdarzyłam polubić mimo jego wkurzającego charakteru, ten sam który obdarzył mnie nieziemskim uśmiechem. Widząc mnie w drzwiach od razu się uśmiechnął i podbiegł po schodach do góry, porwał mnie na ręce zatoczył ze mną kółko i postawił na ziemi, po czym mocno mnie przytulił i wyszeptał do ucha: "Jak dobrze Cię znów widzieć".
- Filip, cześć- zawołała Lucyna, przerywając brutalnie tę piękną chwilę.
- No siemanko Lussi, widzę że księżniczka wylądowała bezpiecznie,a tak się bała. - mówił to patrząc na mnie i drwiąc ze mnie. Aż mi się krew w żyłach zagotowała, na co on sobie pozwala, kretyn.
- Zejdź ze mnie Panie bojący się ciemności
- I znów się zaczyna, jak ja za tym tęskniłam - podsumowała nas Lucyna.
Resztę dnia spędziliśmy na graniu w karty i przekomarzaniu się.
Zasypiałam z myślą o dzisiejszym dniu i o tym jak mogłam być tak zaślepiona, że nie poznałam mojego idola, mojego Marco.

No to mamy kolejny rozdział, teraz zaczęła się szkoła i mam nadzieję, że uda mi się częściej pisać i dodawać rozdziały. Dziękuję bardzo za ten jeden komentarz i mam nadzieje że już w najbliższym czasie będzie ich więcej xD

niedziela, 25 sierpnia 2013

Rozdział 4: Przygoda w Niemczech

O 3 nad ranem babcia obudziła mnie bo musieliśmy się zbierać i jechać. Byłam strasznie niewyspana, spałam krótko i źle, miałam straszny sen. Śniło mi się, że Szymek nie chciał odpuścić i przyjechał do mnie kiedy był u mnie Bartek, w złości uderzył mojego znajomego, a on stracił przytomność, nie wiedziałam czy żyje i nawet nie mogłam tego sprawdzić bo, żołnierz wziął mnie pod rękę i wyniósł z domu, porywając mnie. Trzymał mnie w jakiejś piwnicy i znęcał się nade mną, mówił: „teraz jesteś tylko moja i nikt Cię nie znajdzie, będę mógł zrobić z Tobą co zechce, a jak mi się znudzisz to Cię zabiję”. To było straszne, na całe szczęście babcia mnie obudziła. W drodze do mamy do Niemiec, spałam już spokojnie i nic mi się nie śniło, robiliśmy sobie małe przerwy co jakiś czas, aż w końcu dojechaliśmy.
Gdy dojechaliśmy mama czekała na nas przed domem znajomych, u których mieliśmy spędzić najbliższy tydzień. Domek był prześliczny taki o jakim zawsze marzyłam, mały, przytulny ale i funkcjonalny i pełny miłości. Lucyna zrobiła nam kawę, mama nałożyła ciastka. Po kawie i obiedzie babcia z dziadkiem pojechali w dalsza drogę, do rodziny w Essen, a ja zmęczona położyłam się spać.
Około 17 ktoś bezczelnie rzucił we mnie poduszką, przez co zaraz się obudziłam, był to Łukasz, mąż Lucyny.
- Nie gniewaj się na mnie, ale to twoja mama i Lucyna kazały mi Cię obudzić i wziąć ze sobą na sale, gdzie będzie jutro impreza z okazji roczku Adrianka.
- No dobra juz się zbieram.
Wstałam, ubrałam się poprawiłam włosy i make-up, no i pojechaliśmy na ta sale. Na samym wejściu przywitała mnie Lucyna.
- I jak Ci się spało? Co ty będziesz w nocy robić?
- Jak to co spać – odpowiedziałam z uśmiechem
Gdy weszłam do środka moim oczom ukazał się wysoki, szczupły blondyn z sylwetka sportowca, od razu mnie oczarował.
- Filip - powiedział chłopak podając mi rękę i prześlicznie się uśmiechając.
- Daria - podałam mu rękę i także się uśmiechnęłam, jak najładniej tylko mogłam.
Ahh ten uśmiech - pomyślałam. Uwielbiam facetów z powalającym uśmiechem, a jego był podobny do uśmiechu mojego ukochanego piłkarza, Marco Reusa, który ma także nieziemski uśmiech :)
Sobota minęła szybko, w niedziele był roczek małego Adrianka, bawiliśmy się super, na końcu wszyscy byli bardzo zmęczeni. Dni mijały szybko, byliśmy na karuzelach, w cyrku, w hotelu, gdzie mama mieszka kiedy jest w pracy, co wieczór graliśmy w Uno albo Skip.bo, a jednego dnia nawet graliśmy w badmintona, niestety nie było mi dane zagrać z Filipem, bo wypadł mu bark, ale ograłam go później w karty :) Lucyna ciągle wmawiała mi, że Filip mi się podoba albo wyjeżdżała z jakimiś głupimi tekstami. W końcu nadszedł czwartek, jutro mam jechać na mecz, po południu zadzwonił telefon po nim do pokoju weszła Lucyna i Łukasz.
- Daria, nie bądź zła, ale na mecz jutro nie pojedziecie, bo zamieszali z biletami i w końcu nie ma biletów dla was na jutro, wiemy że bardzo ci na tym zależy, ale niestety to nie zależy od nas.
Od razu zepsuł mi się humor, miałam łzy w oczach, no ale co zrobić. Umówiliśmy się, że przyjadę w październiku na weekend i pójdziemy na mecz z Stuttgartem. W piątek byliśmy na zakupach, a wieczorem do w pół do pierwszej nad ranem ja, Lucyna, Łukasz, mama, Paweł i Filip graliśmy w karty. Ciągle przekomarzałam się z Filipem, aż w końcu Lucyna nie wytrzymała i powiedziała:
- Wy nie moglibyście być razem, bo byście się pozabijali.
Po tych słowach oboje zamilkliśmy, ale już po chwili znów się szturchaliśmy i dogryzaliśmy sobie.
- Filip weź w końcu jedz.
- Ale ja nigdzie nie mam zamiaru jechać.
- ha ha ha, śmieszne <język>
- schowaj ten język, bo krowa ma dłuższy i się nie chwali :D
- odczep się
- nie, ha ha +6 kart dla ciebie
- wredziol
- ja nie, ja jestem bardzo miły
- yhym, no na pewno.
I tak w kółko. Gdy szedł do domu przyszedł czas pożegnania, bo jutro wyjeżdżam do wujka do Munster, a później do Polski. Podałam mu rękę na ‘do widzenia’, a on znienacka wziął i mnie….. 

No i mamy kolejny rozdział :) Następny powinien się ukazać w najbliższym czasie bo teraz mam więcej czasu na pisanie. Było by mi bardzo miło gdybym miała choć jeden komentarz bo to pomaga w pisaniu. :D tak wiec czytasz to komentuj!

czwartek, 15 sierpnia 2013

Rozdział 3: Faceci to świnie

Wakacje mijają i zbliża się czas mojego wyjazdu na mecz Borussi ♥ Jestem coraz bardziej podekscytowana tym bardziej, że zobaczę na żywo mojego ulubieńca, który może nawet strzeli bramkę. Ale do rzeczy dziś mam się spotkać znów z Szymkiem. Od ostatniego razu chcę spędzać z nim każdą wolną chwilę. Mieliśmy spędzić czas u niego w domu tylko we dwoje na oglądaniu zaległych filmów które obiecał ze mną obejrzeć  jak się poznaliśmy. Wszystko było pięknie ładnie, aż do momentu kiedy Szymek pozwolił sobie na za dużo, wtedy zebrałam Się i kazałam mu odprowadzić się na przystanek z racji tego, że nie bardzo znałam jego miasto. Pożegnałam się z nim oschło i wróciłam do domu. Nie wiedziałam co robić, przekroczył granicę której nie miał prawa naruszyć, a jednak zrobił to. Co mam o tym wszystkim myśleć, przecież tyle razy mówiłam mu ze nic z tych rzeczy nie ma prawa zaistnieć do mojej 18. Potrzebowałam czasu żeby sobie wszystko poukładać w głowie i życiu, i zdecydować co zrobić. Na razie nie miałam do tego głowy, jaki kibic zaprzątałby sobie myśli takimi rzeczami przed meczem. W nocy śnił mi się Reus jak zdobywa bramkę, a po meczu spotyka mnie na parkingu i umawia się ze mną na kawę. Rano okazało się, że to był tylko piękny sen, który nigdy się nie spełni. Zostały mi dwa dni do wyjazdu, czyli pakowanie, sprzątanie, zakupy i bieganina od rana do nocy. Lecz rano stało się coś strasznego włączając facebooka zauważyłam, że Szymek zmienił status na „w związku” z jakaś Basią. Tego dla mnie było za wiele, teraz tak na prawdę widziałam jak mu bardzo na mnie zależy, na mnie?, chyba na tym żeby mnie przelecieć, a jak się nie dałam to już znalazł sobie inną, chętną na seks. No nic trzeba jakoś dalej żyć, może kiedyś w końcu znajdę mojego księcia z bajki, a jak nie to co tam zostanę starą panną z kotem i tyle J Dzień minął mi szybko, nawet nie zdarzyłam sobie nic przygotować do wyjazdu, a jutro mam jechać nad jezioro na pół dnia, no nic trzeba będzie pakowanie ogarnąć jutro rano przed wyjazdem nad jezioro.

Wstałam o 5 rano aby pożegnać się z ciocią i kuzynką z Niemiec, które odjeżdżały dziś rano, do domu po tygodniu spędzonym u nas. Pomachałam im na „do widzenia” i poszłam spać dalej, po 2 godzinkach wstałam wypoczęta, zjadłam śniadanie, umyłam się i ubrałam, przygotowałam do wyjazdu nad jezioro, i szykowałam ubrania oraz rzeczy do zapakowania do Niemiec. Około 10 pojechaliśmy z ciocią, bratem, kuzynka i jej koleżanką nad jezioro.  Było ciepło i słońce mocno świeciło, z czego się bardzo cieszyłam, bo chciałam się jeszcze trochę opalić przed wyjazdem. Czas mijał szybko na szaleństwach w wodzie i opalaniu się. Poznałam tam bardzo fajnego chłopaka, dobrze mi się z nim rozmawiało i w ogóle, prawie cały czas wygłupialiśmy się w wodzie, tak jakbyśmy się znali od dziecka. Na koniec gdy musiałam już jechać wymieniliśmy się numerami telefonu, on odprowadził mnie do auta po czym przytulił i pocałował w czoło jak mama swoje małe dziecko. W domu dopakowałam ostatnie rzeczy i zadzwoniłam do dziadka aby po nas przyjechał. Wieczorem okąpałam się i poszłam spać, przed zaśnięciem rozmyślałam o dzisiejszym dniu i o Bartku którego poznałam. Gdy nagle dostałam sms : „Dobranoc piękna ;**  Bartek”. Bardzo się ucieszyłam i zaraz odpisałam „Dobranoc przystojniaku ;*”. Po czym odłożyłam telefon i zasnęłam. 

Jest kolejny rozdział! Teraz wyjeżdżam do Niemiec i tam mam nadzieję, że uda mi się napisać 4 aby zaraz po powrocie dodać coś nowego :D Trzymajcie kciuki żeby mi się udało. Zachęcam do komentowania bo fajnie jest tak przeczytać coś miłego na temat swojej pracy :D

sobota, 3 sierpnia 2013

Rozdział 2: Moja historia.

Ciekawa co tam jest załączyłam ją i moje serce zamarło napisał, że zawsze mogę na niego liczyć, że zawsze mi pomoże. Od tej chwili wiedziałam, że to facet dla mnie. Wiedziałam, że to czy zostaniemy para to już kwestia czasu. Zakochałam się, i pierwszy raz w życiu wiedziałam, że to będzie cudowny związek.
Moje życie wróciło do normy nie martwiłam się aż tak bardzo swoim zdrowiem. Chciałam żyć tak jak wcześniej i nie martwić się niczym. Wakacje mijały szybko. Ciągłe wyjazdy nad wodę sprawiły, że zapomniałam o wszystkim co mnie dręczyło. Lecz w końcu nadszedł czas spotkania z moim ukochanym. Pojechaliśmy nad jezioro. Gdy się opalałam Szymek wziął mnie na ręce i zaciągnął do wody. Z wielkim krzykiem do niej wpadłam i zostałam pod wodą aby zrobić mu na złość, a że umiałam bardzo długo wytrzymać pod wodą wykorzystałam to. Szymek gdy tylko zauważył, że nie ma mnie długo zaczął panikować i mnie szukać pod wodą. Widząc to wynurzyłam się i zaczęłam go podtapiać. Kiedy się wynurzył zaczęliśmy się chlapać i śmiać się jak małe dzieci. Nagle niespodziewanie obiął mnie w pasie i pocałował tak że aż zabrakło mi tchu, to było cudowne. Zrobiło mi się zimno więc wyszliśmy na koc, tam okrył mnie ręcznikiem i przytulił. Tak siedząc rozmawialiśmy spokojnie o wszystkim i o niczym aż z jego ust padło pytanie:
- Dlaczego ostatnio się załamałaś, co się takiego stało?
Wtedy poczułam, że czar prysł, wszystko wróciło i do tego ze zdwojoną siłą,bałam się, że po tym co usłyszy nie będzie chciał mnie znać. Ale musiałam mu powiedzieć.
- Nie wiem od czego zacząć.
- Najlepiej od początku, kochana. - wyszeptał mi do ucha.
- No więc, w styczniu byłam u dermatologa i okazało się, że mam łuszczyce skóry głowy. Później zaczęły się u mnie krwawienia podczas wizyt w toalecie. Poszłam do lekarza rodzinnego ale dopiero przed świętami Wielkiejnocy i zaraz dostałam skierowanie do szpitala. Po świętach poszłam do szpitala i od razu dostałam do picia jakieś świństwo na przeczyszczenie bo za 3 dni miałam mieć kolonoskopie. Pech jednak chciał, że na drugi dzień wieczorem dostałam okresu i odesłali mnie do domu. Po dwóch tygodniach czekała mnie powtórka. Do tego czyścili mnie dzień dłużej niż mieli bo nie było lekarza aby wcześniej wykonać zabieg. Na drugi dzień po badaniu wypuścili mnie do domu. Aby dowiedzieć się co mi jest musiałam czekać 3 tygodnie na wyniki, a mama odbierając wyniki dowiedziała się tylko, że to zapalenie i mam się udać do dziecięcej poradni gastrologicznej z racji tego iż miałam nieskończone 18 lat. W poradni najbliższy wolny termin był na grudzień a więc poszliśmy z dziadkiem do jego lekarza, który był zbulwersowany tym, że nie dostałam żadnych leków po wyjściu ze szpitala. Lekarz przeprowadził badania i okazało się, że mam wrzodziejące zapalenie jelita grubego i jest to choroba genetyczna i na całe życie. - w tym momencie po policzkach spłynęły mi  łzy. - Gdybym nie poszła wtedy z dziadkiem do lekarza mogło by się to dla mnie skończyć strasznie np. perforacją jelita grubego lub rakiem. Gdy tylko o tym myślę chce mi się płakać. - mówiąc to jeszcze płakałam, a Szymek przytulił mnie jeszcze mocniej, chciał coś powiedzieć ale ie dałam mu dojść do słowa. - Teraz wiesz dlaczego za 2 lata gdy skończę technikum chce wyjechać do Niemiec. Chcę tam sobie ułożyć życie na nowo tam gdzie nikt mnie nie będzie znał, tam gdzie będę miała lepszą opiekę medyczną. No chyba, że coś mnie tu zatrzyma.
- Ja Cię tu zatrzymam. Zostaniesz tu dla mnie i razem przejdziemy przez wszystko. - wyszeptał mi do ucha a zaraz po tym pocałował tak jak zawsze mocno i czule.
Wtedy upewniłam się w przekonaniu, że to facet dla mnie. Pokochałam go bardzo. Chciałam spędzić z nim więcej czasu ale musiałam się zbierać na autobus do domu. Nie wiedziałam kiedy znów się zobaczymy więc było mi ciężko wracać do domu ale musiałam. Szymek obiecał, że za niedługo znów się zobaczymy...


Oto 2 rozdział, mam nadzieję, że wam się spodoba. Chciałam dodać wcześniej ale nie miałam czasu bo ciągle gdzieś wyjeżdżam jak to w wakacje :) Czytajcie i komentujcie będzie mi bardzo miło. Pozdrowienia dla was ;p

poniedziałek, 29 lipca 2013

Rozdział 1: Załamanie

Jest ciepły lipcowy dzień, a ja zamiast jechać z przyjaciółmi nad jezioro musiałam iść do lekarza. Niby nic zwykła rutynowa wizyta, ale to co usłyszałam od lekarza zawaliło mój świat, nie wiedziałam czy mam się śmiać czy płakać. Wróciłam do domu, zjadłam  kolacje i wzięłam relaksującą kąpiel. Później planowałam obejrzeć komedię romantyczną i iść spać. Lecz nie udało mi się, gdy włączyłam film i widziałam kochającą się parę ludzi, łzy napłynęły mi do oczu. Samotność doskwierała nie miałam się do kogo przytulić, z kim pogadać, komu się wypłakać, nie było nikogo, byłam nawet sama w domu do tego z daleka od kochającej mamy, która by mnie jakoś pocieszyła. Wszyscy znają mnie jako silną dziewczynę po której wszystko spływa, jak po przysłowiowej kaczce, a tak na prawdę jestem osobą, która wszystko zatrzymuje w sobie i czasem w chwili gdy tego już jest za dużo muszę się wypłakać. Zawsze wtedy żalę się pierwszej lepszej osobie. Tym razem padło na Szymka, wspaniałego chłopaka na którym mi zależy. Byłam świadoma, że po tym co napiszę może się już więcej do mnie nie odezwać albo zerwać kontakt, ale wtedy musiałam się komuś wyżalić, nawet jeśli go stracę przez to. Gdy już wysłałam wiadomość trochę mi ulżyło, ale zaraz nadeszła nowa fala płaczu i smutku, tak męczyłam się do 4 nad ranem, aż w końcu zasnęłam. Gdy wstałam było grubo po 12. Ogarnęłam się, wzięłam leki i czekając na obiad odpaliłam laptopa. Na facebooku czekały na mnie dwie wiadomości od kuzynki i ku mojemu zdziwieniu od Szymka. Ciekawa co tam jest załączyłam ją i moje serce zamarło...

W końcu wyczekiwany dla niektórych pierwszy rozdział. Miałam go dodać wcześniej ale są wakacje i wiadomo jak to jest co chwile jakieś wyjazdy ;p a więc proszę czytać i dzielić się ze mną swoimi opiniami w komentarzach :D

piątek, 26 lipca 2013

To co KOCHAM

Hej, na początek trochę o sobie. Jestem Daria, mam 18 lat i jak na razie nie spotkało mnie nic dobrego w życiu. Pisząc tego bloga chciałam podzielić się z wami tym co przeżyłam przez ostatnie 4 lata, ale i podzielić się z wami moją wymarzoną przyszłością. Dwa lata temu zaczęłam się pasjonować piłką nożną i choć sama nie mogę grać to uwielbiam oglądać mecze. Moim numerem jeden jest Borussia Dortmund i chciałabym w przyszłości związać się jakoś z tym klubem mam nadzieję, że mi się to uda.
Mam nadzieję, że polubicie mój blog i będziecie go chętnie odwiedzać i czytać, już za niedługo powinien pojawić się pierwszy rozdział, ale wiecie jak to jest są wakacje i różne niespodziewane wyjazdy. :)