niedziela, 15 września 2013

Rozdział 6: Jestem gotowy poświęcić wszystko żeby być z tobą

Śni się coś pięknego, ale niestety nie pamiętam co gdyż budząc się spojrzałam w okno. No trudno może przypomni mi się w ciągu dnia. Dnia w którym miało się spełnić jedno z moich marzeń.
- Daria szybko bo się spóźnimy
- Już, już tylko jeszcze błyszczyk nałożę.
- Nie musisz już przecież wyglądasz wspaniale.
Mówiąc to Filip pociągnął mnie za rękę i poprowadził w stronę samochodu nie dając mi dokończyć malowania ust. Ale nic straconego zawsze mam lusterko w torebce wiec mogłam dokończyć to co zaczęłam będąc już w samochodzie.
- No nie, przecież mówiłem że nie musisz się malować bo i tak jesteś ładna a ty jak zawsze musisz postawić na swoim, uparciuch
- No i dobrze, muszę skończyć to co zaczęłam, nie pokaże się z pomalowaną połową ust.
 - To nie możesz po prostu zmazać tą pomalowaną połowę?
- Nie, bo nie mam nic do demakijażu.
- Ja ci mogę chętnie pomóc to zmazać.
- Ciekawe jak?
- A o tak.

I w tym momencie zbliżył swoje usta do moich. Rozpłynęłam się. Chciałam aby ta chwila trwała wiecznie. Ale nie mogła zaraz go odepchnęłam.
- Co ty sobie nie myślisz?
- Daria ale ty mi się strasznie podobasz.
- Ale to nie wypali wiesz ile kilometrów jest między nami na codzień, 878 km, to strasznie dużo ja się nie nadaje do związków na odległość nie jestem jeszcze na takie coś gotowa.
- Ja wiem, że żyjemy bardzo daleko od siebie i bycie ze sobą na odległość jest ciężkie ale ja jestem na to gotowy, jestem gotowy poświęcić wszystko żeby być z tobą, nawet te 878 km z dala od ciebie.
- Muszę to przemyśleć.
Po pół godzinie dojechaliśmy do Dortmundu. Staliśmy w strasznie długiej kolejce i chyba po godzinie zostaliśmy wpuszczeni na stadion. Razem z Filipem zrobiliśmy sobie obowiązkowo sweet focie :D W końcu mecz się zaczął, od pierwszej minuty na boisku górowali piłkarze Borussi. Marco Reus jak zawsze świetnie grał i już w 15 min strzelił gola na 1-0 dla gospodarzy. Cieszyłam się jak małe dziecko, wtedy z głośników usłyszałam słowa: "Ten gol Marco dedykuje pięknej nieznajomej z lotniska i przekazuje, że jego telefon ma się dobrze". Łukasz popatrzył się na mnie wymownie, a ja nie mogłam uwierzyć w to co słyszałam, Marco zadedykował tego gola mi choć w ogóle mnie nie zna, to było najwspanialsze uczucie w moim życiu.
Filip popatrzył na mnie i Łukasza, i zapytał się o co chodzi, że się tak dziwnie patrzymy na siebie, i że ja pobladłam.
- Wytłumaczę Ci to później, teraz jest za głośno.
- Ok.
Mecz się skończył, gdy wychodziliśmy zostałam zatrzymana przez policjanta, który kazał mi poczekać chwilę. Wystraszona nie wiedziałam co się dzieje, ze strachu nie rozumiałam nic co mi mówiono choć znałam niemiecki bardzo dobrze. Na szczęście miałam ze sobą Łukasz i Filipa, którzy zachowali zimną krew i wszystko mi tłumaczyli. Po pewnym czasie podszedł do nas jakiś facet w garniturze z obstawą policji, i poprosił abyśmy poszli za nim.
- Co się dzieje? – zapytałam chłopaków po Polsku
- Nie mam pojęcia, ale wygląda to dziwnie.

- Ja też mam złe przeczucia.

Mam nadzieję, że się wam podobało. Jak tylko odzyskam internet dodam kolejny rozdział :)
CZYTASZ = KOMENTUJESZ <3

niedziela, 8 września 2013

Rozdział 5: Jak mogłam go nie rozpoznać..

..., a on znienacka wziął i mnie mocno przytulił, później się uśmiechnął tak jak wtedy gdy widziałam go pierwszy raz, i poszedł. Nie będę go widzieć do października. Usiadłam w kuchni z Lucyna i gadając jadłyśmy arbuza.
- No przyznaj się wiem, że Filip Ci się podoba.
- No jest fajnym i normalnym chłopakiem z którym idzie normalnie pogadać.
- Widać, że was ciągnie do siebie.
- Ja tego nie widzę, a po za tym słyszałaś jego motto 'keine mädschen'?
- Ile razy ja już takie motta słyszałam, a za chwile już był szczęśliwie zakochany w jakiejś dziewczynie.
- Dobra koniec gadania i objadania się na noc, idziemy spać.
- No okey.

Położyłam się spać, ale długo n ie mogłam zasnąć, myślałam o wszystkim co mnie tu spotkał, a głównie o czasie spędzonym z Filipem. Nagle pod okno przyszli czterej Niemcy i zaczęli sobie gadać o polityce, zanim się rozeszli minęło dobre pół godziny, no i później w końcu zasnęłam. O 9 wytargali mnie z łóżka, zjedliśmy śniadanie, spakowaliśmy się, Lucyna sprzątała w domu. Kolo 11 przyjechał dziadek z babcia, po obiedzie pojechaliśmy do Bad Rotenfelde na lody, a później szliśmy zobaczyć tężnie i park różany. W drodze do domu podziwialiśmy górskie krajobrazy. W domu u Lucyny wypiliśmy kawę i zaczęliśmy się pakować do wyjazdu, ciągle miałam nadzieje, że może Filip się pojawi aby na chwile, ale niestety nie przyszedł. Nadszedł czas pożegnania, gdybym tylko mogła zostałabym tu na zawsze, ale nie mogłam, musiałam jechać. Żegnając się z Lucyna oby dwie się popłakałyśmy, nie umiałam się opanować. W drodze do wujków u których mieliśmy się zatrzymać na następne 3 dni, ciągle po policzkach spływały mi łzy. Tak bardzo chciałam wrócić do Lucyny i Łukasza. 
Następne 3 dni były dla mnie straszną udręką choć wujostwo bardzo się starało urozmaicić nam czas. Wreszcie nadszedł czas powrotu do Polski co oznaczało, że będę jeszcze dalej tych których pokochałam w zaledwie tydzień.
Wróciłam do Polski, przeprowadziłam się do babci i zaczęłam całkiem nowie życie, ale utrzymywałam kontakt z rodziną Ptaszków, u których spędziłam najlepszy czas :D
W końcu nadszedł październik, upragniony październik.
Dziś jest 18 dzień 10 miesiąca i to dziś lecę z bratem do Dortmundu skąd odbierze nas Łukasz i pojedziemy do nich. Mama już od początku miesiąca jest w Niemczech.
-Czeeeeść- biegłam z krzykiem przez pół lotniska przypadkowo potrącając jakiegoś blondyna, któremu wypadł telefon
- Oh, przepraszam bardzo, pomoge Ci. - przeprosiłam go po Niemiecku i pomogłam pozbierać mu telefon.
- Dziękuję bardzo  śliczna Nieznajoma. 
Odwróciłam się do niego i pobiegłam dalej do Lucyny i Łukasza, którzy stali z otwartymi ustami i gapili się na mnie.
- Coś ze mną nie tak, że się tak gapicie?
- Eeee no chyba tak
- Nie rozumiem?
- No, wiesz kto to był?
- Ale kto?
- No ten blondyn, którego potrąciłaś i pomogłaś mu pozbierać telefon.
- Nie.
Łukasz nie wytrzymał i powiedział: - To był Marco Reus!
- Jaja se ze mnie robicie no nie?
- Nie..
- Nosz kurde :(
Troche się wkurzyłam sama na siebie, jak mogłam go nie rozpoznać.. ehh, no trudno. Dojechaliśmy do Früchtorf'u. Rozpakowaliśmy się z Pawłem, później on oglądał tv, a ja piłam kawke z Lucyna i przeżywałam to co się dziś stało, byłam wściekła na siebie. Nagle ktoś zadzwonił do drzwi.
- Daria idź otwórz.
- Ale mi się nie chce.
- No idź!
- No dobra, dobra, nie krzycz.
Nacisnęłam domofon i otworzyłam drzwi z holu aby widzieć kto przyszedł. Moim oczom ukazał się ON, ten sam przystojny brunet którego poznałam prawie dwa miesiące temu, ten sam którego zdarzyłam polubić mimo jego wkurzającego charakteru, ten sam który obdarzył mnie nieziemskim uśmiechem. Widząc mnie w drzwiach od razu się uśmiechnął i podbiegł po schodach do góry, porwał mnie na ręce zatoczył ze mną kółko i postawił na ziemi, po czym mocno mnie przytulił i wyszeptał do ucha: "Jak dobrze Cię znów widzieć".
- Filip, cześć- zawołała Lucyna, przerywając brutalnie tę piękną chwilę.
- No siemanko Lussi, widzę że księżniczka wylądowała bezpiecznie,a tak się bała. - mówił to patrząc na mnie i drwiąc ze mnie. Aż mi się krew w żyłach zagotowała, na co on sobie pozwala, kretyn.
- Zejdź ze mnie Panie bojący się ciemności
- I znów się zaczyna, jak ja za tym tęskniłam - podsumowała nas Lucyna.
Resztę dnia spędziliśmy na graniu w karty i przekomarzaniu się.
Zasypiałam z myślą o dzisiejszym dniu i o tym jak mogłam być tak zaślepiona, że nie poznałam mojego idola, mojego Marco.

No to mamy kolejny rozdział, teraz zaczęła się szkoła i mam nadzieję, że uda mi się częściej pisać i dodawać rozdziały. Dziękuję bardzo za ten jeden komentarz i mam nadzieje że już w najbliższym czasie będzie ich więcej xD