niedziela, 8 września 2013

Rozdział 5: Jak mogłam go nie rozpoznać..

..., a on znienacka wziął i mnie mocno przytulił, później się uśmiechnął tak jak wtedy gdy widziałam go pierwszy raz, i poszedł. Nie będę go widzieć do października. Usiadłam w kuchni z Lucyna i gadając jadłyśmy arbuza.
- No przyznaj się wiem, że Filip Ci się podoba.
- No jest fajnym i normalnym chłopakiem z którym idzie normalnie pogadać.
- Widać, że was ciągnie do siebie.
- Ja tego nie widzę, a po za tym słyszałaś jego motto 'keine mädschen'?
- Ile razy ja już takie motta słyszałam, a za chwile już był szczęśliwie zakochany w jakiejś dziewczynie.
- Dobra koniec gadania i objadania się na noc, idziemy spać.
- No okey.

Położyłam się spać, ale długo n ie mogłam zasnąć, myślałam o wszystkim co mnie tu spotkał, a głównie o czasie spędzonym z Filipem. Nagle pod okno przyszli czterej Niemcy i zaczęli sobie gadać o polityce, zanim się rozeszli minęło dobre pół godziny, no i później w końcu zasnęłam. O 9 wytargali mnie z łóżka, zjedliśmy śniadanie, spakowaliśmy się, Lucyna sprzątała w domu. Kolo 11 przyjechał dziadek z babcia, po obiedzie pojechaliśmy do Bad Rotenfelde na lody, a później szliśmy zobaczyć tężnie i park różany. W drodze do domu podziwialiśmy górskie krajobrazy. W domu u Lucyny wypiliśmy kawę i zaczęliśmy się pakować do wyjazdu, ciągle miałam nadzieje, że może Filip się pojawi aby na chwile, ale niestety nie przyszedł. Nadszedł czas pożegnania, gdybym tylko mogła zostałabym tu na zawsze, ale nie mogłam, musiałam jechać. Żegnając się z Lucyna oby dwie się popłakałyśmy, nie umiałam się opanować. W drodze do wujków u których mieliśmy się zatrzymać na następne 3 dni, ciągle po policzkach spływały mi łzy. Tak bardzo chciałam wrócić do Lucyny i Łukasza. 
Następne 3 dni były dla mnie straszną udręką choć wujostwo bardzo się starało urozmaicić nam czas. Wreszcie nadszedł czas powrotu do Polski co oznaczało, że będę jeszcze dalej tych których pokochałam w zaledwie tydzień.
Wróciłam do Polski, przeprowadziłam się do babci i zaczęłam całkiem nowie życie, ale utrzymywałam kontakt z rodziną Ptaszków, u których spędziłam najlepszy czas :D
W końcu nadszedł październik, upragniony październik.
Dziś jest 18 dzień 10 miesiąca i to dziś lecę z bratem do Dortmundu skąd odbierze nas Łukasz i pojedziemy do nich. Mama już od początku miesiąca jest w Niemczech.
-Czeeeeść- biegłam z krzykiem przez pół lotniska przypadkowo potrącając jakiegoś blondyna, któremu wypadł telefon
- Oh, przepraszam bardzo, pomoge Ci. - przeprosiłam go po Niemiecku i pomogłam pozbierać mu telefon.
- Dziękuję bardzo  śliczna Nieznajoma. 
Odwróciłam się do niego i pobiegłam dalej do Lucyny i Łukasza, którzy stali z otwartymi ustami i gapili się na mnie.
- Coś ze mną nie tak, że się tak gapicie?
- Eeee no chyba tak
- Nie rozumiem?
- No, wiesz kto to był?
- Ale kto?
- No ten blondyn, którego potrąciłaś i pomogłaś mu pozbierać telefon.
- Nie.
Łukasz nie wytrzymał i powiedział: - To był Marco Reus!
- Jaja se ze mnie robicie no nie?
- Nie..
- Nosz kurde :(
Troche się wkurzyłam sama na siebie, jak mogłam go nie rozpoznać.. ehh, no trudno. Dojechaliśmy do Früchtorf'u. Rozpakowaliśmy się z Pawłem, później on oglądał tv, a ja piłam kawke z Lucyna i przeżywałam to co się dziś stało, byłam wściekła na siebie. Nagle ktoś zadzwonił do drzwi.
- Daria idź otwórz.
- Ale mi się nie chce.
- No idź!
- No dobra, dobra, nie krzycz.
Nacisnęłam domofon i otworzyłam drzwi z holu aby widzieć kto przyszedł. Moim oczom ukazał się ON, ten sam przystojny brunet którego poznałam prawie dwa miesiące temu, ten sam którego zdarzyłam polubić mimo jego wkurzającego charakteru, ten sam który obdarzył mnie nieziemskim uśmiechem. Widząc mnie w drzwiach od razu się uśmiechnął i podbiegł po schodach do góry, porwał mnie na ręce zatoczył ze mną kółko i postawił na ziemi, po czym mocno mnie przytulił i wyszeptał do ucha: "Jak dobrze Cię znów widzieć".
- Filip, cześć- zawołała Lucyna, przerywając brutalnie tę piękną chwilę.
- No siemanko Lussi, widzę że księżniczka wylądowała bezpiecznie,a tak się bała. - mówił to patrząc na mnie i drwiąc ze mnie. Aż mi się krew w żyłach zagotowała, na co on sobie pozwala, kretyn.
- Zejdź ze mnie Panie bojący się ciemności
- I znów się zaczyna, jak ja za tym tęskniłam - podsumowała nas Lucyna.
Resztę dnia spędziliśmy na graniu w karty i przekomarzaniu się.
Zasypiałam z myślą o dzisiejszym dniu i o tym jak mogłam być tak zaślepiona, że nie poznałam mojego idola, mojego Marco.

No to mamy kolejny rozdział, teraz zaczęła się szkoła i mam nadzieję, że uda mi się częściej pisać i dodawać rozdziały. Dziękuję bardzo za ten jeden komentarz i mam nadzieje że już w najbliższym czasie będzie ich więcej xD

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz